10.5.17

Rozdział VII

— Fay — przedstawił się, usiłując się uspokoić. Serce niemiłosiernie łomotało mu w piersi. — Jak już się domyśliłaś, masz do czynienia z Łowcą, czyli kimś, kto naprawia błędy w historiach. I właśnie po to tu jestem.
— Moja historia ma się świetnie, dziękuję. — Nomia powoli okrążyła go, nie spuszczając z niego czujnego spojrzenia. Ze szczególną uwagą przyglądała się uszom chłopaka. — Nie jesteś człowiekiem, prawda?
Księżniczka zbliżyła się, z zastanowieniem marszcząc brwi. Klasnęła w dłonie.
 — Sinus! Cosinus! Dobra robota, zwiążcie mu jeszcze ręce!
Dopiero teraz Fay zauważył dwa kolorowe ptaszki latające przy jego nogach. Miały wielkie oczy i wyglądały jak postaci z animowanych bajek dla dzieci. Zaświergotały z oburzeniem, podfruwając w kierunku Nomii, która zdawała się w lot zrozumieć ich przekaz.
— Naprawdę znów muszę to robić? — westchnęła z rezygnacją. Cała zarumieniona, zaczęła śpiewać zawstydzonym głosem. — Hej ho, najmilsze ptaszyny! Zwiążcie ręce tego chłopczyny!
— Nazywają się Sinus i Cosinus? — zapytał Fay z pozornym zainteresowaniem, mając nadzieję, że uda mu się zmienić tor rozmowy, podczas gdy ptaki latały wokół jego dłoni, trzymając w dziobach sznur. — Dość… osobliwie.
Oczy Nomii rozbłysły, ale zachowała poważny wyraz twarzy. Odchrząknęła cicho.
— Matematykę nie bez przyczyny nazywa się królową nauk — pouczyła. — Jest naprawdę fascynująca, zwłaszcza logika i geometria.
Podeszła, by zatrzymać się dopiero przed jego twarzą. W skupieniu przyglądała się uszom Faya, stopniowo pochmurniejąc. Zacisnęła wargi.
— Sądząc po budowie małżowiny usznej, niestety mógłbyś być faerie, choć wyglądasz trochę nietypowo — orzekła.
Czując, że sytuacja wymyka się spod kontroli, Fay popatrzył jej w oczy.
— Naprawdę tak uważasz? — zapytał miękko, przywołując całą swoją magiczną siłę i skupiając ją we wzroku. Poczuł, jak moc przepływa przez całe ciało, by za chwilę zawładnąć księżniczką.
Trudno było mu ukryć szok, gdy dziewczyna odpowiedziała mu zupełnie trzeźwym spojrzeniem. Jego czary nie zadziałały.
— Myślę, że jest taka możliwość.
— Jestem półelfem — skłamał, w myślach szepcząc zaklęcia mające uwolnić go ze sznura.
Nic nie przynosiło efektu, a Fay był coraz bardziej zbity z tropu. W desperacji próbował kolejnych zaklęć, aż w końcu nawet zdecydował się rzucić czar ewakuacji, który pozwoliłby mu uciec do Biura, ale on też nie zadziałał. To, że nie mógł posługiwać się mocą faerie, było już wystarczająco niepokojące, ale nie rozumiał, czemu zawiodły go nawet umiejętności Łowcy. Na myśl o tym, co zaraz zrobi z nim księżniczka, zakręciło się w głowie i zaschło w ustach.
 — To też nie najlepiej — podsumowała Nomia. — Cóż, sprawdzimy to.
Wezwała strażników, którzy złapali go za ramiona i wyprowadzili z komnaty, podczas gdy odprowadzała ich wzrokiem. Kiedy drzwi się zatrzasnęły, Fay zobaczył długie, kręte schody. Skrępowane nogi sprawiały, że mężczyźni musieli znosić go stopień po stopniu, w związku z czym czuł się jak worek ziemniaków. Najwyraźniej Nomia wolała nie ryzykować i uznała, że tak będzie najbezpieczniej, co wcale go nie uszczęśliwiało.
Gdy zeszli na sam dół, Fay zobaczył, że przed nim rozciąga się długi, ciemny korytarz. Strażnicy poprowadzili go w mrok. Poczuwszy nieprzyjemny zapach wilgoci, zmarszczył nos.
Wędrowali przed siebie, a drogę oświetlały pochodnie zawieszone na ścianie. Odgłos ich kroków odbijał się niewyraźnym echem. Nie dość, że w podziemiach było mokro, to panował tam chłód wywołujący gęsią skórkę. Fay nie miał dobrych przeczuć.
Zatrzymali się, a jeden ze strażników ruszył dalej. Po chwili rozległ się zgrzyt metalu oraz szczęk kluczy, a Fay zobaczył, że mężczyzna odsunął kraty prowadzące do małego pomieszczenia.
Cały czas milcząc, strażnicy bezceremonialnie wepchnęli go do środka. Za plecami usłyszał odgłos zamykanego zamka oraz oddalających się kroków.
Nigdy wcześniej nie został wtrącony do zamkowych lochów, ale najwyraźniej kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Zamrugał kilkakrotnie, przyglądając się wnętrzu. W tej części więzienia przykry zapach przybrał na sile, a i ciasnota celi nie nastrajała go pozytywnie. Mieszkał już w bardziej luksusowych miejscach. Z cichym stęknięciem usiadł na twardej podłodze. Ze względu na skrępowane stopy nie było to łatwe.
W kącie pomieszczenia dostrzegł dwie wpatrzone w niego twarze, obie blade i zmizerniałe. Należały do dwóch młodych mężczyzn, na oko mniej więcej w jego wieku. Dwie błyszczące w ciemności pary oczu przyglądały mu się — jedna z radością, a druga jakby z łagodną rezygnacją.
— O rany! Czy to nie Faylinn Nyx? — zawołał weselszy z więźniów. — Całe Biuro słyszało o twoich osiągnięciach. Ten, który poradzi sobie z każdą misją, ten, który przechytrzy wszystkich Hmm’ogan, jeśli zajdzie taka potrzeba! To prawdziwy zaszczyt. Powinienem ułożyć pieśń na twoją cześć.
Mimo wyraźnych oznak zmęczenia, dało się zauważyć, że młodzieniec był niezwykle przystojny. Jego twarz okalała burza loków o barwie czekolady, górująca nad oczami tego samego koloru. Miał wyraźnie zarysowaną szczękę, szerokie ramiona i dobrą budowę ciała. Bardziej niż uroda, Faya uderzył jednak jego uśmiech — szeroki i szczery, ale jednocześnie niezaprzeczalnie głupawy.
— Chyba trochę przesadziłeś z tym opisem — mruknął faerie.
— Nie przejmuj się nim — wtrącił drugi mężczyzna przepraszającym tonem. — Wiesz, zanim trafił do Biura, był bardem. Więc na imię ci Faylinn, tak? Jestem Nicholas, ale możesz mówić mi Nick.
— Ja też wolę, gdy mówi mi się Fay.
Nick pokiwał głową, a bard przysunął się do chłopaka. Wpatrywał się w niego z uwielbieniem.
— Nie wiem, czy mnie pamiętasz, ale należeliśmy do tej samej grupy Gryzipiórków. Gideon, kojarzysz? — Fay pokręcił głową, ale to wcale go nie zniechęciło. — Nie żartuj! Biegało za mną pół legionu elfek. Och, dobre czasy. Inna sprawa, że gdy się zdenerwowały, zaczęły niebezpiecznie przypominać legion w wojskowym znaczeniu tego słowa, ale to już osobna historia. Zaproponowałbym ci ciastko, ale wszystko nam zabrali, a nie karmią tu za dobrze. Nie mam nawet swojej lutni. Straszne, co? I powiedz, Fay, jak żyć w tym padole łez?
— Jak długo tu jesteście? — Chłopak postanowił przerwać słowotok.
— Za długo. — Słysząc „padół łez”, Nick jakby się przebudził. Wbił wzrok w brudną ścianę. — Czy to tygodnie, czy już miesiąc… Gideon był pierwszy, ja trafiłem tu nieco później.
Nieźle się dobrali, pomyślał Fay. Przy gadatliwym bardzie Nicholas sprawiał wrażenie jeszcze bardziej posępnego. Wyglądał na kogoś, kto całe życie mógłby przeżyć w pustelni, zastanawiając się nad sensem egzystencji, aż w końcu stwierdziłby, że w sumie nic nie ma znaczenia, więc najlepiej rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczadalaje — wysokie góry schowane w pewnym świecie, do którego wyruszali Łowcy spragnieni wypoczynku.
Nick był bardzo wysoki, ale i chudy. Wydawało się, że silniejszy powiew wiatru mógłby zdmuchnąć go z powierzchni ziemi. Miał wyraźnie widoczne kości policzkowe, oczy barwy nieba podczas sztormu oraz usta wygięte w smutną podkówkę. Czarne, nieco przydługie włosy opadały mu na twarz, skrywając ją w cieniu. Opatulił się szczelniej ciemną opończą i objął ramionami kolana, opierając na nich brodę.
— Teraz już nic nam nie grozi — powiedział Gideon. — Fay nas uratuje, no nie?
— Nie chciałbym psuć twojego optymistycznego podejścia… — wtrącił się Nick z miną sugerującą, że właśnie to ma zamiar zrobić. — …ale on chyba też jest w nie najlepszej sytuacji.
Wskazał głową sznur na rękach i nogach faerie. Gideon wydał z siebie zduszony okrzyk.
— Na wszystkich bogów, związała cię?! Co za brak taktu, kultury i impertynencja! A przede wszystkim uważam, że to pogwałcenie harmonii panującej w świecie. Zaburzenie równowagi energetycznej pomiędzy bytami może mieć opłakane skutki.
Nick westchnął, a Fay spojrzał na niego pytająco z uniesionymi brwiami.
— Ostatnio zaczął interesować się religiami wschodu — wyjaśnił. — Twierdzi, że nasz pobyt tutaj to trening duchowy, i że niedługo stanie się jednością z celą. Nie dopytuj.
Fay stwierdził, że lepiej nic nie dodawać. Powiercił się, ale znalezienie pozycji, w której byłoby mu choć trochę wygodniej, graniczyło z cudem. W końcu się poddał.
— Księżniczka chyba stwierdziła, że powinna na mnie uważać. Nie spodobał jej się kształt moich uszu — wyjaśnił. — Nie mam pojęcia, co dzieje się na górze, ale nie zapowiada się to dobrze. Z jakiegoś powodu nie mogę tu używać swoich mocy, a kiedy odkryje, że jestem faerie, kto wie, co ze mną zrobi. Wy też możecie być w niebezpieczeństwie.
Nicholas uniósł głowę, patrząc na niego z przestrachem. Nawet Gideon zamarł, a uśmiech na jego ustach jakby zastygł, podczas gdy bard kilkakrotnie mrugnął, jakby czekał, aż ktoś mu powie, że się przesłyszał.
— Więc ty też? — spytał Nick.
— Co?
— Ty też nie możesz tu używać mocy — uściślił. — Jest gorzej, niż myślałem. W tym świecie wszystko się pomieszało.
— Więc to dlatego nie mogliście się wydostać. Tego się obawiałem.
Nicholas szykował się do odpowiedzi, ale zamarł, słysząc odgłosy dochodzące z korytarza. Łowcy unieśli głowy i wymienili spojrzenia, po czym zwrócili się w kierunku krat. Dźwięk kroków przybierał na sile, aż wreszcie pod celą stanęła drobna postać. Płomień dzierżonej przez nią pochodni oświetlał twarz, rzucając na nią upiorny cień.
Nomia, przebrana w ciemnoróżową suknię, patrzyła na nich z miną sugerującą, że podjęła ważną decyzję, która mogła zaważyć na ich losach. Mężczyźni poczuli, jak w ich sercach kiełkuje strach. Otworzyła celę, a Gideon czym prędzej odsunął się od wejścia.
— Faerie, pójdziesz ze mną. Sinus, Cosinus, rozwiążcie mu nogi.
Poczekała, aż Fay wstanie, po czym strażnicy wyprowadzili go na zewnątrz. Nick złapał za kraty, odprowadzając go żałosnym spojrzeniem.
— Dokąd idziemy? — zapytał chłopak.
— Porozmawiać na osobności.
Fay zdążył obrócić się przez ramię i ostatni raz zerknąć na Łowców, których twarze znów wydawały się tak blade i zdziwione, jak gdy zobaczył je po raz pierwszy. Wyglądali, jakby właśnie gasła w nich nadzieja. Strażnik mocno popchnął go w przód, sprawiając, że musiał odwrócić głowę. Nie mając wyboru, szedł przed siebie, mając przed oczami tylko sylwetkę Nomii i majaczące w ciemności światło pochodni.


Zaprowadzono go do pokoju, w którym nie było wilgotno i róż nie atakował go zewsząd wokół, ale poza tym trudno było dopatrzeć się pozytywów sytuacji. Opadł na fotel. Sznur niemiłosiernie pił go w ręce, lecz Nomia nie wykazywała współczucia. Usiadła naprzeciwko niego i z godnością wyprostowała plecy.
— Doszły mnie słuchy, że jednak naprawdę należysz do rasy wróżek. Co masz na ten temat do powiedzenia?
— Nie do końca — zaprotestował szybko. — To znaczy, w pewnym sensie masz rację. Dawno temu w swoim świecie narodziłem się jako faerie, ale to historia niezwiązana z twoją, a poza tym tutejsze wróżki są pewnie zupełnie inne. Sama powiedziałaś, że wyglądam inaczej.
— W Emmerish faerie też bywają różni, ale łączy ich paskudny charakter i chęć czynienia zła.
— Przykro mi to słyszeć. — Wzruszył ramionami, siląc się na nonszalancję. Poczuł, jak sznur wrzyna się w nadgarstki. Uniósł je i wystawił w stronę księżniczki. — Czy nie mogłabyś być tak miła i rozkazać mnie rozwiązać? Porozmawialibyśmy jak człowiek z człowiekiem lub, jak wolisz, jak człowiek z faerie.
Zdziwił się własną zuchwałością, ale nie miał nic do stracenia. Przynajmniej na ten moment Nomia nie usiłowała go skrzywdzić ani pozbawić życia, więc chyba na coś mógł jej się przydać.
— Skąd mam wiedzieć, czy nie spróbujesz jakichś sztuczek?
— Za drzwiami jest masa straży, a ja nie mam żadnej broni i ani miejsca, do którego mógłbym uciec. Zresztą moje moce tu nie działają. Kiedy mnie złapałaś, próbowałem się wydostać, ale nic z tego nie wyszło. Uwierz, gdybym mógł, to już dawno by mnie tu nie było.
Nomia zmrużyła szare oczy i przekrzywiła głowę, oceniając go wzrokiem. Przez chwilę milczała.
— Niech będzie.
Wezwała strażników. Gdy uwolnili go z więzów, odsapnął z ulgą. Rozmasowywał nadgarstki, z trudem powstrzymując się od złorzeczenia w języku faerie. Nie chciał jednak kopać sobie grobu.
— Zacznijmy od początku — zaproponował. — Nie wiem, ile wiesz o Łowcach, ale nie jesteśmy nikim złym. Jedyne, czego chcemy, to przywrócić twoją historię na właściwe tory.
A na ten moment przede wszystkim wrócić do Biura, pomyślał, zastanawiając się, jak dalej to rozegrać. Po chwili kontynuował.
— Sam nie wiem za wiele o tym, co dzieje się w Emmerish. Słyszałem tylko, że jesteś główną bohaterką i miałaś wyjść za księcia, ale zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. — Nie chciałbyś wiedzieć, co mu się przytrafiło, wspomniał. Dreszcz przebiegł mu po plecach. — Aha, wiem jeszcze, że nie lubisz się z wróżkami, ale to dało się nawet wywnioskować z naszego pierwszego spotkania.
— Mówiłam, że nie potrzebuję pomocy. — Nomia zacisnęła pięści. — Zostawcie mnie w spokoju.
— To niemożliwe. Biuro będzie wysyłać kolejnych Łowców aż do skutku. Ma obowiązek strzec Wyobraźni, czy ci się to podoba, czy nie.
— Chcę żyć po swojemu. — Oczy księżniczki gniewnie zabłysły. — A wy usiłujecie mi w tym przeszkodzić.
Fay zmienił pozycję na krześle i założył nogę na nogę, splatając ręce na kolanach.
— Tak? — zapytał. — Więc czemu po prostu się nas nie pozbyłaś? Podobno nie jesteśmy ci potrzebni.
Nomia zacisnęła usta i uciekła wzrokiem, wbijając go w barwny dywan. Niemal widział gonitwę myśli szalejących w jej głowie, gdy zastanawiała się nad odpowiedzią.
— Więc jednak kryje się za tym coś więcej — dodał cicho, z satysfakcją, po czym kontynuował przymilnym tonem. — Jeśli mi o tym powiesz, to może okaże się, że umiem ci pomóc.
Obdarzył ją nieszczerym, ale perfekcyjnie wyćwiczonym uśmiechem.
— Wojna w królestwie to tylko jeden z wielu problemów — zaczęła z wahaniem. — Ale wszystkie zrodziły się, gdy dowiedziałam się, że jestem bohaterką opowieści.
— Jak to się stało?
— Dzień przed tym, gdy porwały mnie złe wróżki i książę miał ruszyć na ratunek, dostałam dziwny list przyniesiony przez gołębia.
Nomia wstała i podeszła do szafki, by wyciągnąć z szuflady wiadomość zapisaną na pergaminie. Bez słowa podała ją Fayowi.
Szanowna Panienko Nomiu!
Pragnę z przykrością poinformować, że świat, w którym Panienka obecnie żyje, nie jest prawdziwy. Znajduje się Panienka w wymyślonej historii — opowiadaniu o, prawdę powiedziawszy, dosyć przeciętnej fabule. Domyślam się, iż trudno w to uwierzyć, dlatego pragnę dostarczyć Panience rzetelny dowód. Niedługo w Emmerish pojawi się Łowca — jeden ze Strażników Wyobraźni, czyli osób odpowiedzialnych za wymyślone światy i żyjących w nich bohaterów.
Co więcej, chciałbym przestrzec Panienkę przed faerie działającymi w Emmerish. Chcą przejąć władzę w królestwie i zbudować je po swojemu od nowa.
Dalszy ciąg listu zawierał krótki opis Gideona oraz streszczenie fabuły opowiadania. Nadawca udzielił też kilku informacji na temat działalności Łowców, ale nie wyrażał się o nich zbyt pochlebnie. W miarę czytania Fay coraz bardziej posępniał, marszcząc brwi, aż w końcu dotarł do nakreślonej eleganckim pismem końcówki.
Jestem sprzymierzeńcem Panienki i życzę powodzenia.
Z wyrazami szacunku,
All Ganonim
PS. Proszę uważać na listonoszy — potrafią nieźle zapaskudzić parapety.
— To pierwsza wiadomość — odezwała się Nomia, gdy skończył czytać. — Ale jest ich więcej. Najnowsza przyszła przed chwilą i dotyczy ciebie. To dzięki niej wiem, że jesteś faerie, choć nie byłam pewna, czy w to wierzyć, ale od razu się przyznałeś.
Żadna sensowna odpowiedź nie przychodziła mu do głowy. Był tak zdezorientowany, że kilkakrotnie rzucił okiem na pergamin, upewniając się, że naprawdę go widzi i nie jest to iluzja.
— Nie mam pojęcia, kto może za tym stać — przyznał szczerze. — Ale to na pewno ktoś stamtąd, skąd przybyliśmy. Z Biura do Spraw Nadzwyczajnych. Wie o nas wszystko. Rozmawiałaś o tym z Gideonem i Nicholasem?
— Nie. Uznałam, że to bez sensu. Mogliby mi wcisnąć jakąkolwiek bzdurę. Wystarczająco absurdalny jest fakt, że zostałam przez kogoś wymyślona. Początkowo nie chciałam w to wierzyć, ale kolejne listy udowodniły mi, że to prawda. Masz pojęcie, jak się czułam? — Nomia poderwała się z fotela i zaczęła nerwowo przechadzać się po pokoju. — Skąd mam wiedzieć, czy tak naprawdę nie jesteście w zmowie z tym całym Allem Ganonimem? Dlaczego powiedział mi prawdę i czego ode mnie oczekuje? Gdzie się ukrywa? Nieważne — zaczerpnęła tchu. — Nie jestem kimś, kto daje sobą manipulować. Skoro to moja historia, to ja będę wyznaczać w niej zasady. Dlatego zamknęłam tamtych Łowców i chciałam uwięzić i ciebie.
— Ale jednak zdecydowałaś się ze mną porozmawiać — zauważył. — Czemu?
— Skoro trzecia osoba, która tu przybyła, to faerie, to strach pomyśleć, kto będzie następny. W Emmerish dzieje się coraz gorzej. Jeżeli All Ganonim byłby po waszej stronie, to w końcu powinien zareagować, skoro trzymam Łowców jako zakładników, ale on bardzo długo się nie odzywał… aż do teraz. Zaczęłam mieć wątpliwości.
— Cóż. — Fay z zastanowieniem potarł skroń. — Zapewniam, że też nie jestem zachwycony tą sytuacją. Nie mogę ani wpłynąć na historię, ani opuścić tego świata, nawet gdybym chciał zrobić ci tę uprzejmość. Możliwe jednak, że mamy wspólnego wroga, a wtedy i dla mnie lepiej, żebym pomógł ci go pokonać.
Spojrzała na niego pytająco.
— Prawdę mówiąc, od dłuższego czasu miałem problemy podczas misji. Gdzie bym nie trafił, działy się dziwne rzeczy. A to coś na mnie spadło, a to o mały włos nie wpadłem w przepaść. Różne wypadki, ale zdecydowanie nieprzypadkowe. Podejrzewałem, że komuś zależy na tym, żebym już nie wrócił do Biura. Nie zdziwiłbym się, gdyby to była ta sama osoba, która wysyła ci listy. — Uśmiechnął się ponuro. — Nawet tu trafiłem z małymi kłopotami.
Nomia przygryzła wargę, krzyżując ramiona.
— Więc twierdzisz, że nic nie wiesz na ten temat — powiedziała z rezerwą. — I... zmierzasz do tego, że chcesz ze mną współpracować?
Wzruszył ramionami i westchnął.
— A co innego mógłbym zrobić, skoro tu utknąłem? Z całym szacunkiem, wiem, że jesteś księżniczką i tak dalej, ale nie sądzę, żebyś sama rozwikłała tę zagadkę, skoro do tej pory tego nie zrobiłaś. Mimo wszystko jesteś bohaterką i niewykluczone, że widzisz tylko to, co All Ganonim chce ci pokazać.
— Jest w tym jakiś sens… — przyznała. — …ale w jaki sposób miałbyś mi się przydać, skoro twoje moce nie działają?
W szarych oczach wciąż kryła się nieufność, ale Fay już czuł przedsmak zwycięstwa. Pochylił się w stronę księżniczki.
— Bo mam wiedzę. — Uśmiechnął się szeroko. — Dużo, dużo wiedzy na tematy, na których ty się nie znasz. Mam też doświadczenie w wielu misjach, więc wytropię każdy ślad cudzej ingerencji w tym świecie. Co ty na to?
Widać było, że ostatnie, na co Nomia miała ochotę, to przyjęcie jego propozycji. Wydawała się jednak dość zdesperowana. Odezwała się ponownie, z ociąganiem.
— Niech będzie.
— Świetnie. Na dobry początek powinniśmy naradzić się z innymi Łowcami.
Skrzywiła się, jakby przed chwilą w całości przełknęła cytrynę, ale kiwnęła głową.
— Przy okazji, nie wyglądają zbyt dobrze — dodał. — Wiesz, wypadałoby, żeby się trochę umyli i przebrali.
— Niech będzie — powtórzyła.


Gdy oczekiwali na przybycie Łowców, w pokoju panowała niezręczna cisza, ale po parunastu minutach przerwało ją przybliżające się wesołe trajkotanie Gideona. Mówił bez przerwy, tak że Fay niemal współczuł prowadzącym go strażnikom. Nicholas co pewien czas uciszał towarzysza, ale bez większych sukcesów.
Drzwi otworzyły się z hukiem i Łowcy wparowali do środka. Strażnicy ustawili się po obu stronach wejścia, obdarzając ich czujnymi spojrzeniami. Gideon podbiegł do Faya, rzucając się na niego z okrzykiem radości.
— Mówiłem? Mówiłem? Uratowałeś nas! — Ścisnął go tak mocno, że faerie zabrakło tchu. — Wiesz, jak cudownie było wyszorować się mydłem? Do tej pory tylko kilka razy pozwolili nam przemyć się wodą. Wszystko dzięki tobie! Nick cały czas twierdził, że to koniec i jesteśmy zgubieni, a ja wiedziałem, po prostu wiedziałem, że się myli.
— Nieprawda, po prostu wyraziłem drobne wątpliwości co do naszego szybkiego powrotu do Biura — zaprotestował słabo Nicholas.
— Znalazłeś drogę ucieczki z tego świata, prawda? To co, spadamy? — Gideon mrugnął figlarnie. — Rany, marzę o ciepłej kolacji. Kreator nas ochrzani, ale prędzej czy później zrozumie, że nam nie wyszło. Księżniczko, było mi niezmiernie miło, lecz musimy się rozstać. Ucałowałbym cię w dłoń, ale nie chciałbym oberwać nożem.
Sinus i Cosinus wzbiły się w powietrze, by zatrzymać się przy jego głowie. Łowca spojrzał na nie zbity z tropu. Jeżeli do tej pory Łowcy nie wiedzieli, że ptaki mogą złowrogo ćwierkać, to właśnie się o tym przekonali. Fay rzucał Gideonowi znaczące spojrzenia, bezgłośnie błagając, by trzymał język za zębami.
— Nie tak prędko — rzuciła ostrzegawczo Nomia. — Teraz porozmawiamy, chyba że masz ochotę wrócić do lochu. Siadajcie.
Goście posłusznie zajęli miejsca na kanapie, popatrując to na księżniczkę, to na Faya. Faerie wyprostował plecy i odchrząknął.
— Niestety sprawa nie przedstawia się tak kolorowo. Po pierwsze, ja też jestem tu uwięziony. — Twarze Łowców stężały. — Po drugie, tym światem ktoś manipuluje. Najprawdopodobniej to ktoś z Biura, niewykluczone, że go znamy. Po trzecie, jeżeli chcemy, żeby księżniczka puściła nas wolno, to musimy jej pomóc znaleźć tę osobę.
Spojrzeli na niego z minami wyrażającymi kompletny brak zrozumienia, więc szybko streścił im rozmowę z Nomią. Wyjaśnił, że choć nie miał pojęcia, jak wrócić do Biura, to liczył na to, że odnalezienie tajemniczego nadawcy naprowadzi ich na jakiś trop. Nie przerywając, co pewien czas kiwali głowami, słuchając z otwartymi ustami.
— Musimy współpracować — dodał na zakończenie przemowy. — Chciałbym, żebyście powiedzieli wszystko, co wiecie. W jaki sposób tu trafiliście, co zauważyliście i tak dalej. Każda informacja może okazać się cenna.
— Może gdyby panienka Nomia przywitała mnie podobnymi słowy, to rozwiązalibyśmy sprawę i nie musiałbyś tu przybywać. — Gideon z wyrzutem zerknął na dziewczynę, ale pospiesznie odwrócił wzrok, nie chcąc narażać się na jej gniew. — W takim razie ja zacznę.
Uraczył ich długą i pełną przesady opowieścią o tym, jak najpierw dostał misję, a później wyruszył do Emmerish. Świadomy zaginięcia księcia, postanowił wcielić się w jego rolę, więc wspiąwszy się do komnaty Nomii, zamierzał dzięki zdolnościom Łowcy przeistoczyć się w jej wybranka. Nie spodziewał się jednak, że ledwo dotrze do wieży, a zostanie schwytany w sieć i zastraszony igłami do szycia — które, jak twierdził, zdecydowanie bardziej przypominały narzędzia tortur niż część przybornika młodej damy.
— Nie chciała mnie słuchać — pożalił się. — Ale najgorzej zrobiło się, gdy próbowałem zaśpiewać jej balladę.
— Sinus i Cosinus dostały szału, są bardzo czułe na śpiew i muzykę — odezwała się Nomia.
Gideon wykonał dramatyczny gest ręką.
— Chcę odzyskać swoją lutnię — zażądał. — I flet. I wszystko inne.
— Potem o tym porozmawiamy — odparła wymijająco. — Najpierw skończmy ten temat.
Nieco urażony kontynuował, mówiąc o tym, jak został wtrącony do więzienia, gdzie niesamowicie się nudził, dopóki parę dni później nie dołączył do niego posępny Nick. Gideon rozgadał się i zaczął snuć opowieść o tym, jak odnalazł spokój oraz nową ścieżkę rozwoju duchowego, więc Fay postanowił go powstrzymać.
— Okej, chyba wystarczy — przerwał. — Nicholas, twoja kolej.
Nick poprawił ciemny kaptur i zaczął przemawiać z wzrokiem wbitym przed siebie. On też dotarł do wieży dzięki wspinaczce po liściach, ale nawet niespecjalnie opierał się, gdy został schwytany. Chyba od początku nie wierzył w powodzenie misji.
— Cieszyłem się, że znalazłem Gideona, ale wtedy okazało się, że żaden z nas nie może używać mocy. Księżniczka nie chciała z nami rozmawiać i trzymała nas w zamknięciu. Nie wiedzieliśmy, co zamierza z nami zrobić. Wtedy stwierdziłem, że jedyna nadzieja to wysłanie wiadomości do Kreatora.
— No właśnie, wiadomość dotarła do Biura — ożywił się Fay. — Dzięki temu wiedziałem, że macie kłopoty. Jak to możliwe, skoro nasza moc nie działa? Ciekawe.
— Nie mam pojęcia — przyznał Nicholas.
Zapadła cisza, podczas której zebrani obserwowali siebie nawzajem, boleśnie świadomi, że dyskusja wcale nie podsunęła im wskazówki do rozwiązania problemu. Nagle Fay przypomniał sobie o nurtującej go sprawie.
— Przy okazji, jeśli mogę spytać — zaczął ostrożnie. — Co stało się z księciem?
Pozostali Łowcy wstrzymali oddech, podczas gdy Nomia z nieodgadnioną miną poprawiała niesforny kosmyk jasnych włosów.
— Nic szczególnego, choć z tego co mi wiadomo, on widzi to inaczej — stwierdziła obojętnie. — Myślę, że uraziłam jego męską dumę, czy co on tam ma. Przyszedł mnie ratować akurat gdy rozprawiałam się z ostatnią wróżką. Zaczął mnie gonić i krzyczeć, żebym za niego wyszła, że bez mężczyzny jestem nikim oraz inne niedorzeczności.
— Więc go ukarałaś — szepnął Gideon z wypiekami na twarzy. — Co mu zrobiłaś?
— Ja? Nic. Uciekałam przed nim, aż potknął się i wpadł w ciernie pod zamkiem. Nic większego mu się nie stało, ale dostał okropnej wysypki. Zjeździł kilka królestw w poszukiwaniu lekarstwa, aż w końcu przyjechał do mnie cały zapłakany, mówiąc, że ma to wszystko gdzieś i wraca do siebie. — Przewróciła oczami. — Próżny błazen.
— Nie to, żebym mu współczuł, ale cieszę się, że żyje. — Fay poczuł, jak spada mu kamień z serca.
— Och, oby siedział jak najdalej stąd.
— Też mu tego życzę.
— No dobrze. — Księżniczka zaczęła się niecierpliwić. — Więc jaki macie pomysł? Co możemy zrobić?
— Każdy, kto za długo majstruje w świecie, zostawia po sobie ślady — odezwał się Nick. — Może warto spróbować ich poszukać.
— Kreator twierdzi, że nikt z Biura wcześniej nie był w Emmerish, więc jeżeli All Ganonim tu namieszał, to musiał użyć subtelniejszych metod — powiedział Fay. — Pewnie nie pojawił się tu osobiście, bo nie chciał zostać wykryty. Może przez cały czas posługiwał się czymś w stylu tych listów i pisał je też do innych postaci? Jeśli tak, to one gdzieś tu są.
— Skoro tak, to może jednak trzeba odwiedzić i księcia. W końcu to jeden z ważniejszych bohaterów.
— Brzmi nieźle — pochwalił Gideon, czując potrzebę udzielenia wartościowego komentarza.
— Dobra. — Fay nerwowo przeczesał włosy, usiłując się skupić. — Plan jest taki. Musimy zrobić listę ważnych bohaterów i z nimi porozmawiać. To może być dłuższa wycieczka.
— Zaraz, zaraz. — Nomia popatrzyła na niego ostrzegawczo. — Chcecie latać samopas po moim królestwie?
— Tak, a może i poza nim. Masz lepszą propozycję? Poza tym właśnie miałem sugerować, że powinniśmy trzymać się wszyscy razem, wliczając w to ciebie.
— Opuścić zamek… Musiałabym zostawić wszystko w rękach ojca. — Zawahała się. — Cóż, może w końcu by dojrzał. To nie taki zły pomysł.
Popadła w zastanowienie, uderzając palcami o obicie fotela. W końcu znów przemówiła.
 — Mam jeden warunek.
— Jaki?
— Ty. — Wycelowała palec w Faya. — Przenikniesz do szeregów tutejszych faerie. Będziesz moim szpiegiem i dowiesz się, co planują.
Władczy wyraz twarzy sugerował, że dziewczyna nie zaakceptuje ani słowa sprzeciwu. Zdumieni Łowcy w milczeniu czekali na rozwój sytuacji.
Patrząc Nomii prosto w oczy, Fay powoli wyciągnął do niej rękę. Nie miał zamiaru przegrać walki na spojrzenia. Prawdę mówiąc, podjął decyzję, że od teraz nie przegra już żadnej walki, jak trudna miałaby nie być.

—  Umowa stoi —  powiedział, gdy uścisnęła jego dłoń.

4 komentarze:

  1. Znalazłam to opowiadanie dzisiaj i wszystko przeczytałam. Jestem zachwycona, bo ostatnio miałam duże zawieszenie, jeśli chodzi o czytanie opowiadań, nic mnie nie potrafiło zainteresować. Wszędzie te same utarte schematy. Aż wreszcie natknęłam się na tą stronę. Naprawdę, aż się serce cieszy, gdy coś podobnego czytasz. Pomysł genialny (trochę przypomina nie anime Re:Creators, przynajmniej ten pomysł fikcyjnych światów). W dodatku nie mam pojęcia, ani pomysłu, jak dalej rozwinie się historia.
    Faya bardzo polubiłam (śliczne imię - tak przy okazji). Jestem też strasznie ciekawa jego przeszłości i do czego jest mu potrzebne to życzenie. No i Gideon przypadł mi do gustu. Nomia - to dopiero zabawna postać. Księżniczka, więc róż, falbanki i rozkazywanie ptaszkom śpiewem musi być. Jestem też ciekawa, jak poradzą sobie z tymi złymi faerie - w końcu one mają moc, a oni już nie.
    Podejrzane jest to, że akurat informacja z prośbą o pomoc dotarła do Biura. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że wróg specjalnie pozwolił jej dotrzeć, bo wiedział, że wyślą Faya. Ale kto pragnie jego śmierci? Pewnie jeszcze sporo czasu minie, zanim się dowiemy.
    Jest jeszcze jedna sprawa - czy dałoby radę informować mnie o nowych rozdziałach? Albo dodać zakładkę Obserwatorzy, bym mogła być na bieżąco?
    Pozdrawiam,
    Mentrix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Jejku, było mi bardzo miło przeczytać ten komentarz. Wprawił mnie w dobry humor na cały dzień i zastanawiałam się, w jaki sposób odpisać, bo aż mi głupio :) Super słyszeć, że póki co historia tak przypadła Ci do gustu! Nie mam za dużego doświadczenia w prowadzeniu dłuższych opowieści, więc mocno mnie to stresuje.
      Oczywiście z miłą chęcią będę informować o rozdziałach, dodałam też "Obserwuj". Chętnie też wpadnę do Ciebie, bo widzę, że piszesz fan fiction do "Zwiadowców", a bardzo lubię tę serię! Tworzysz może coś jeszcze?

      Pozdrawiam
      Raixly

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o dłuższe powieści, to najważniejsze nie stracić zapału. Jak go stracisz, to nie dokończysz historii. Ja teraz mam mały kryzys i walczę sama ze sobą :) Cieszę się, że mogłam przyczynić się do twojego dobrego humoru.
      Tak, piszę o Zwiadowcach, ale muszę cie ostrzec. To już nie przypomina ich świata. Najpierw pokusiłam się o dodanie odrobiny magii, a potem pomysły same przychodziły i chyba zrobił się z tego wielki bałagan. Mam nadzieję, że dam radę to uporządkować. W dodatku pierwsze rozdziały pisałam w pierwszej gimnazjum, więc ich poziom pozostawia wiele do życzenia, a nie mam czasu ich poprawić. Dopiero niedawno skapnęłam się, że dialogi powinno się inaczej zapisywać... Ale mam tam mojego ukochanego Gilana (Flanagan mógł o nim trochę więcej napisać), więc przynajmniej pisanie sprawia mi przyjemność.
      Mam jeszcze jednego bloga (teoretycznie dwa). Ogólnym pomysłem był Percy Jackson i zmieszane mitologie. Ale oczywiście musiałam stwierdzić, że o Percym jest za dużo blogów i będzie postacią poboczną, a główną jakiś bóg. Wybór padł na panteon celtycki i oczywiście MUSIAŁAM się cofnąć w czasie. Więc na razie bogowie spowodowali epokę lodowcową. Potem będzie Aleksander Wielki, Cezar, gdzieś dalej Napoleon, aż do czasów współczesnych, gdzie będzie cały finał. Jakby co, to nie spojler, bo można się tego łatwo domyślić. A że uwielbiam wszystko mącić, to zmieszam kilka panteonów. Jednak mam kryzys i odłożyłam tego bloga na wakacje. I jest jeszcze jeden... tutaj mi po prostu głupio. Założyłam go (uniwersum HP, czasy Grindelwalda), wstawiłam prolog i tyle. Ten musi poczekać.
      Matko, jak ja się rozpisałam. Dużo nie mówię, ale za to mnóstwo piszę... Właśnie! Weszłam w zakładkę Autorka i widzę - japoński. Trudno się go nauczyć? I ile czasu zajmuje wkucie alfabetu? przepraszam za komentarz niezwiązany z twoją historią, ale wreszcie znalazłam kogoś znającego japoński, więc nie mogę odpuścić. I mieszkasz teraz w Tokio? Jaka dzielnica, jeśli można spytać?

      Usuń
    3. Najbardziej to chyba się boję, że coś sknocę :D Zobaczymy, zobaczymy.
      Woooow, rany, pomysł na ff do Percy'ego wydaje się super! Kolejna seria, którą lubię, a wykorzystanie bogów celtyckich brzmi fantastycznie i ma ogromny potencjał. Zresztą cała koncepcja brzmi świetnie, choć i strasznie ambitnie. Będę trzymać kciuki.
      HP - też fajnie! Zwłaszcza że nie o czasach Harry'ego, bo to już było tyle razy - tzn. nie mam nic przeciwko, ale to raczej wyeksploatowany temat, wałkowany na milion sposobów. Trudno o coś ciekawego. W takim razie koniecznie daj znać, jeżeli będziesz rozwijać opowieści, bo chętnie poczytam! Teraz kilka dni pewnie nie będę za bardzo dostępna, bo jadę na wycieczkę do Tajlandii, ale potem wrócę do czytania i pisania.

      Nie ma sprawy, ja bardzo chętnie porozmawiam o japońskim i nie tylko :D Jestem po trzecim roku japonistyki i pierwszym koreanistyki, więc pewnie łatwo się domyślić, że jestem też trochę chora na tym punkcie, haha. Czy trudno nauczyć się japońskiego? Trudno, ale się da. Z pewnością zajmuje to o wiele więcej czasu niż w przypadku jakiegokolwiek europejskiego języka. Wydaje mi się w ogóle, że najtrudniejsze w nauce tego języka nie są wcale zawiłości gramatyczne i pismo, ale odpowiednie nastawienie psychiczne. Trzeba być przygotowanym na to, że nauka będzie długim i żmudnym procesem, a także że potrzeba o wiele więcej czasu na osiągnięcie względnie przyzwoitego poziomu, niż miałoby to miejsce w przypadku takiego angielskiego czy hiszpańskiego. Wszyscy moi znajomi ze studiów lub uczący się japońskiego w inny sposób mieli mnóstwo kryzysów, wiele osób to porzucało, nawet gdy uczyły się już przez dłuższy czas.
      Na pewno przydatna jest czyjaś pomoc w ogarnięciu podstaw, to znaczy na przykład jak ten język działa, w jaki sposób funkcjonują partykuły - jest parę takich rzeczy, które trzeba w nim zrozumieć i nauczyć się automatycznie przetwarzać je "na nasze", na przykład odwrotny szyk zdania (orzeczenie zawsze jest na samym końcu, co sprawia nie lada problem w tłumaczeniu).
      Alfabet - temat rzeka. Hm. Trudno to krótko wyjaśnić, ale powiem tak: dwa podstawowe alfabety można spokojnie wkuć w kilka dni, choć oczywiście płynne czytanie wymaga ćwiczeń i wprawy. Potem jednak wkraczają znaki, a to droga, która raczej nie ma końca :D Można ich uczyć się przez całe życie, tak jak zresztą robią to Japończycy. Zwykle dopiero gdzieś pod koniec liceum znają je naprawdę dobrze (na tyle, żeby czytać literaturę swobodnie bez względu na tematykę). Gdyby ktoś włożył w to naprawdę dużo wysiłku, to myślę, że w jakieś 3-4 lata jest w stanie nauczyć się znaków na tyle, żeby czytać literaturę, ale pewnie powoli i nie bez sprawdzania wielu słów.
      Tak, będę w Tokio do 4 sierpnia (rany, jak już mało czasu zostało, szok). Przyjechałam 5 września (serio, to już tak dawno temu?!). Mieszkam w Edogawa-ku, w bardzo fajnym miejscu, bo dosyć cichym i spokojnym, niedaleko stacji Funabori. Wygodny dojazd do Shinjuku i innych większych hubów, więc nie narzekam :)

      Usuń